Czy dużo zmieniło się w moim życiu? Myślę, że niewiele, choć dużo się wydarzyło. W pewnych kwestiach wciąż popełniam te same błędy.
Kolejny raz nie napisałem pracy dyplomowej na czas. Wiedziałem, że tak będzie. Dwa lata temu niechętnie poszedłem na studia magisterskie, ponieważ pamiętałem, jak męczyłem się pisząc pracę licencjacką. Cóż. Obecnie walczę z samym sobą i staram wziąć się w garść, by wreszcie zamknąć ten rozdział w moim życiu. Od kilku miesięcy jestem w dołku. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu będę mógł wysłać mojej promotorce ukończoną pracę dyplomową. Marzę o tym, by skupić się na przyjemniejszych rzeczach. Chciałbym w końcu zacząć żyć.
Na początku września rozpocząłem miesięczny staż w centrum finansowym pewnej dużej firmy. Wstawałem o 5:30, gotowałem na śniadanie przeważnie owsiankę z owocami, a na obiad, który zabierałem ze sobą w pudełku, ryż z warzywami lub makaron z pesto. Ta przygoda wymagała ode mnie nie tylko sporej dyscypliny, ale także odwagi i przełamania nieśmiałości, której parę lat temu miałem znacznie więcej. W pierwszym dniu dowiedziałem się, że rozpocznę staż w dziale rozrachunków z klientami, który mieści się w całkiem innej części miasta niż główna siedziba, w której miałem szkolenie BHP. Wyzwaniem było wyszukanie optymalnego połączenia komunikacji miejskiej, dotarcie na miejsce i znalezienie odpowiedniej osoby, do której miałem się zgłosić. Nie było to proste, gdyż nie znałem dogodnego dojazdu do tamtej okolicy, na domiar złego trwał remont torów tramwajowych, a na miejscu trzeba było prześlizgnąć się przez drzwi, które otwierało się specjalną przepustką. Była ze mną Ewelina, koleżanka z grupy, która została oddelegowana do tego samego budynku, co ja, lecz piętro niżej. Mimo że miałem towarzystwo, czułem, że to ja muszę zadbać o powodzenie tej misji. Kiedy wjechałem windą na piąte piętro, stanąłem przed szklanymi drzwiami i nacisnąłem na przycisk dzwonka. Przez szybę zauważyłem, że nikt ze znajdujących się po drugiej stronie osób nie reaguje. Postanowiłem więc zapukać. Zadziałało. Jedna z miłych pań podeszła, z uśmiechem otworzyła drzwi, a ja zapytałem o kierownik Dorotę. Skierowała mnie na drugi koniec biura, w którym było dużo stanowisk z komputerami. Po chwili byłem już u celu.
Czas spędzony w firmie minął mi całkiem dobrze. Siedziałem przy komputerze z Piotrkiem, który zaczął pracę w momencie, kiedy przyszedłem na staż. Poznałem specyfikę pracy w korporacji, a nawet miałem możliwość obsługi programu SAP i księgowania w nim dokumentów. W ostatnim dniu powiedziałem dziewczynom, które tam pracują, że jestem wdzięczny za tę naukę. Poczęstowałem je cukierkami-galaretkami i ptasim mleczkiem. O godzinie czternastej pożegnałem się z nimi, choć nie było pani kierownik, której miałem oddać przepustkę. Zostawiłem więc kartę na jej biurku i wyruszyłem w kierunku wyjścia. Przechodząc obok jednej z przeszklonych salek konferencyjnych zauważyłem, że Dorota siedzi w niej razem z jedną z księgowych, z którą również chciałem się pożegnać. Stwierdziłem, że pomacham im, ale po sekundzie uznałem, że nic nie stoi na przeszkodzie, by wejść do nich, skoro są tylko we dwie i oglądają jakąś prezentację na telewizorze. Wszedłem pewnym krokiem do środka... i okazało się, że mają telekonferencję w języku niemieckim (!) z osobą, która w pewnym momencie zaśmiała się po zrobieniu przeze mnie zamieszania. Było mi trochę głupio. Mimo wtargnięcia, dziewczyny bardzo ciepło mnie pożegnały.
Uważam, że praca w takim miejscu ma swoje wady i zalety. Mimo że dostrzegam plusy, myślę, że chyba nie jest to miejsce dla mnie. Na razie nie mówię nie, choć chciałbym zacząć swoje samodzielne życie gdzie indziej. Najpierw jednak muszę zająć się pisaniem pracy magisterskiej, a potem egzaminem dyplomowym. Nadal pragnę, by w moim życiu nastała harmonia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz