Wczoraj nie zdążyłem umyć zębów ani wyłączyć telewizora przed zaśnięciem. Śniło mi się, że przemierzam jakąś krainę, las. Napotkałem na swojej drodze małe lisy, a niedługo potem dostrzegłem w oddali podświetlony Pałac Kultury. Sny są zawsze dziwne.
Dzisiaj miałem stosunkowo spokojny dzień, choć rano trochę się zdenerwowałem, bo pociąg przyjechał na miejsce dziewięć minut później niż zwykle. Na uczelni - jak zwykle. Bardzo zraziłem się do socjologii, ale o tym powinienem napisać opisując wczorajszy dzień, przedwczorajszy też. Już wolałbym mieć więcej wykładów z rachunkowości, albo nawet mikroekonomii.
Teraz odpoczywam. Umyłem się i postaram się zrobić jakieś porządki na komputerze. Lubię to robić. Jutro zamierzam pouczyć się na piątkowe ćwiczenia z finansów, matematyki i mikroekonomii. Mam nadzieję, że te studia miną spokojnie i bezproblemowo. Wystarczy się trochę przyłożyć.
Dzisiaj myślałem o tym, co było rok temu. Wtedy nie byłem szczęśliwy, ale w tej chwili patrzę na tamten czas z dystansem. Mogę nawet stwierdzić, że było całkiem dobrze, mimo że byłem w miejscu, w którym nie chciałem być. Tamten okres spędzałem na licznych spacerach. Rozmyślałem, płakałem. Było bardzo melancholijnie, powoli nadchodziła zima. Niedługo potem przestałem chodzić na Grunwaldzką, przygotowywałem się do podwyższenia wyniku z matury z matematyki, chodziłem na korepetycje, piłem rumianek z miodem... Wszystko się jakoś skończyło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz