30 września 2013

20

Często myślę o tym, że wspaniale byłoby mieć kogoś bliskiego. Choć kiedy spojrzę na mój ostatni związek - nieprzemyślany, szczeniacki, pełen sztucznej miłości, to od razu mam nadzieję, by się nie powtórzył z inną osobą. Po części mam na myśli siebie z tamtego okresu - mnie jako człowieka, który łaknie bliskości, a po pewnym czasie ją odrzuca, bo jest jej za dużo. Wdając się w następny związek, powinienem bardziej uważać i wnieść więcej pracy oraz cierpliwości, by zbudować coś trwałego, a nie szybkiego, opartego na wyidealizowanych stwierdzeniach, co równie szybko się rozpadnie. Jest to trudne.
Idąc na spacer czy będąc samotnie w łóżku, wyobrażam sobie, jak byłoby dobrze mieć przy sobie kogoś zaufanego, do kogo można byłoby się przytulić i o wszystkim porozmawiać bez żadnego skrępowania, dyskomfortu albo wyrzutów sumienia; z kim można kochać się i dzielić uczuciem pełnym namiętności i romantyzmu. Chciałbym mieć osobę, która będzie ze mną, ale jednocześnie nie zatruje mojego otoczenia, tym samym nie oddalając się ode mnie. Kogoś mojego. Mimo że jestem sceptykiem, sądzę, że być może na tym świecie jest osoba, która jest stworzona dla mnie.
Moje szczęście w związku jest uzależnione nie tylko od osoby, ale również od mojego wewnętrznego nastawienia, a nawet od życia zawodowego i spraw finansowych. Oczywiście, nawet bym nie chciał, by wszystko układało się idealnie, jednak oczekuję, że spełnię się na pewnych płaszczyznach, dzięki temu niektóre rzeczy nie przesłonią mi mojego zadowolenia z bycia z kimś w związku. Chcę, żeby to była zdrowa relacja. Mam swoją definicję na ten temat, choć myślę, że z czasem się zmieni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz