28 czerwca 2013

10

Dziesięć ostatnich dni zmieniło wiele. Z mojego poniedziałkowego wypadu na dwa dni do Wrocławia nic nie zyskam. Dzisiaj odebrałem aneks do świadectwa dojrzałości. Cóż, nie wyszło najlepiej. Właściwie, to spodziewałem się porażki, ale miałem trochę nadziei, że mi się poszczęści.
Teraz leżę, a nastrój mam melancholijny. Odtworzyłem Close, ten sam album, który słuchałem rok temu będąc przy Wydziale Architektury. Marzyłem, że w ciągu roku naprawię wszystko i będę tam studiował.
We wtorek i środę miałem egzaminy z rysunku. Pierwszy - z natury, drugi - z wyobraźni. Myślałem, że z moimi wrodzonymi "zdolnościami" jakoś przez to przebrnę. Przeceniłem swoje możliwości. Jeżeli chodzi o poprawę wyników poprzedniej matury, było tak samo.
Zaraz po egzaminie z rysunku wróciłem do pokoju. Zastałem w nim pustkę. Nie było w nim już nikogo. Mimo że nie znałem zbyt dobrze swoich współlokatorów, z którymi mieszkałem na czas egzaminu, to jednak ta pustka spowodowała, że poczułem się samotny. Byłem sam, jestem sam. Kiedy wyjeżdżałem z Wrocławia, nie czułem nic, tylko nicość.
Teraz jestem tu, w domu. Nie wiem, co robić. Jak zwykle. Jutro zajmę się szukaniem innego kierunku, jednak wciąż mam nadzieję na to, że będę studiował to, co lubię najbardziej.

1 komentarz:

  1. czasem tak bywa, życzę Ci więc abyś stydiował to co będziesz kochał, to co w przyszłości da Ci satysfakcję, a wybrać ciężko, jednak wieże w Ciebie.

    OdpowiedzUsuń