Dziesięć ostatnich dni zmieniło wiele. Z mojego poniedziałkowego wypadu na
dwa dni do Wrocławia nic nie zyskam. Dzisiaj odebrałem aneks do
świadectwa dojrzałości. Cóż, nie wyszło najlepiej. Właściwie, to
spodziewałem się porażki, ale miałem trochę nadziei, że mi się
poszczęści.
Teraz leżę, a nastrój mam melancholijny. Odtworzyłem
Close, ten sam album, który słuchałem rok temu będąc przy Wydziale
Architektury. Marzyłem, że w ciągu roku naprawię wszystko i będę tam
studiował.
We wtorek i środę miałem egzaminy z rysunku. Pierwszy -
z natury, drugi - z wyobraźni. Myślałem, że z moimi wrodzonymi "zdolnościami" jakoś przez to przebrnę. Przeceniłem swoje
możliwości. Jeżeli chodzi o poprawę wyników poprzedniej matury, było tak
samo.
Zaraz po egzaminie z rysunku wróciłem do pokoju. Zastałem w
nim pustkę. Nie było w nim już nikogo. Mimo że nie znałem zbyt dobrze
swoich współlokatorów, z którymi mieszkałem na czas egzaminu, to jednak
ta pustka spowodowała, że poczułem się samotny. Byłem sam, jestem sam.
Kiedy wyjeżdżałem z Wrocławia, nie czułem nic, tylko nicość.
Teraz
jestem tu, w domu. Nie wiem, co robić. Jak zwykle. Jutro zajmę się
szukaniem innego kierunku, jednak wciąż mam nadzieję na to, że będę
studiował to, co lubię najbardziej.
czasem tak bywa, życzę Ci więc abyś stydiował to co będziesz kochał, to co w przyszłości da Ci satysfakcję, a wybrać ciężko, jednak wieże w Ciebie.
OdpowiedzUsuń