Czuję, że minąłem się z powołaniem. Nie wykorzystałem swojej szansy,
jednak z drugiej strony rok to za mało, by nadrobić wszystkie strcone
lata. Wydaje mi się, że nie zostałem do końca ukierunkowany na konkretną
drogę życiową, a ja sam byłem zbyt słaby, młody i naiwny, by wziąć
sprawy w swoje ręce. Zbyt późno uświadomiłem sobie, co chcę naprawdę
robić. Martwię się trochę, że mój plan awaryjny, a raczej ten niewypał,
który zmusił mnie do szukania innego wyjścia, sprawi, że stracę ochotę
na cokolwiek.
Nie chcę być smutnym człowiekiem. Myślę, że niewiele
wymagam od życia. Chcę być po prostu szczęśliwym i ustabilizowanym w
życiu; chcę robić to, co kocham; być z kimś, kogo będę kochał. Daleko
stąd. Niemniej mam jeszcze ciche nadzieje. Dzisiaj rano wymyśliłem nowy plan. Aby się powiódł, muszę na pierwszym roku być najlepszym. Wówczas za rok czy dwa będę miał środki na to, by ponownie walczyć. Tym razem skuteczniej.
Powiem Ci, że byłam w podobnej sytuacji. Kilka błędnych decyzji sprawiło, że to, o czym marzyłam jako mała dziewczynka, legło w gruzach. Na szczęście udało mi się znaleźć alternatywę tych swoich dziecięcych marzeń i teraz jestem na dobrej drodze, aby je zrealizować.
OdpowiedzUsuńDlatego mam nadzieję, że może i w Twoim przypadku znajdzie się jakaś ciekawa alternatywa. Może nie czekaj rok, dwa, tylko teraz zacznij realizować swoje marzenia małymi kroczkami. Potem łatwiej będzie Ci myśleć o skoku w dal. Powodzenia w podjęciu dobrej decyzji! :)
Już próbowałem małymi kroczkami dążyć do wyznaczonego celu, ale nic z tego nie wyszło. Teraz muszę na nowo zebrać siły.
UsuńDziękuję za miłe słowa. :)
Chcieć to móc, uwierz w to i nie poddawaj się
OdpowiedzUsuń